Z cyklu sylwetki – Robert Spica.

Roberta poznałem w Blacons na warsztacie we Francji u Faeqa Birii gdzie udałem się dobrych parę lat temu kiedy jeszcze joga była dla mnie fajną rozrywką dwa razu w tygodniu:). On był z Polski i ja też wiec asany wykonywane w parach ćwiczyliśmy razem…tzn. on ćwiczył a ja dosłownie umierałam rozciągany, wyginany i dociskany na wszystkie strony. Faeq demonstrowało też na Robercie te bardziej trudne pozycje, a ja nie mogłem się nadziwić jak on to robi? W kolejnych latach spotykaliśmy się na warsztatach w Polsce i na wielkanocnych intensivach w Paryżu. Co ciekawe Robert pojawia się na tych wyjazdach z rodziną: żoną Olą i z dwójką dzieci co jest rzadkością w świecie jogicznym. Wczoraj miałem okazje znowu z nim ćwiczyć na warsztacie w Jodze Życia w KATO i znowu nas doginał, rozciągał i wyginał na wszystkie strony. To co szczególnie mi utkwiło w głowie i w ciele to jak nas rozgrzał intensywnie w asanach by potem tą energię wykorzystać do pogłębienia trudnych pozycji. Zmęczenie zamienił w pogłębienie podnosząc naszą energię. Razem z jego praktyką zmieniają się też jego składowe a więc odżywianie z wegetariańskiego przeszło na wegańskie a na obecnym warsztacie opowiadał że eksperymentuje z witarianizmem. Praktyka jego jest niezwykle metodyczna ale to nie dziwi biorąc pod uwagę, że Robert rok w rok praktykuje przez 6 tygodni w Blacones pod okiem Faeqa Biri i Corin Birii. Jedno się tylko nie zmieniło przez te lata odkąd poznałem Roberta – ciepły uśmiech Oli – jego żony. Zastanawiam się nad jego fenomenem jogicznym i dochodzę do wniosku, że wszystkie aspekty jego życia: oddana praktyka, rodzina, odżywianie i proste życie składają się w jedno.